Jak odpuszczać to, co nie służy? „Odpuść”, „zerwij kontakty”, „zostaw za sobą to, co Ci nie służy” – te hasła słyszymy coraz częściej. I bardzo dobrze. Odrzucanie bywa zdrową strategią: pozwala zamknąć rozdziały, które już się wydarzyły, przestały nas wspierać albo zostawiły rany. Problem pojawia się wtedy, gdy odrzucamy wszystko „jak leci” – w ferworze porządków w relacjach, emocjach i wspomnieniach. Wtedy łatwo niechcący… odrzucić samych siebie.
W tym artykule pokażę, jak odrzucać uważnie: bez autoagresji, bez umniejszania sobie, za to z większą świadomością i troską o własne granice.
Odrzucanie jako strategia, kiedy ma sens?
Odrzucanie bywa potrzebne, gdy coś:
- już było i nie wróci w zdrowej formie,
- sprawiało przykrość i naruszało nasze granice,
- pozostawiło rany, których nie da się „zagadać”,
- kłóci się z naszym systemem wartości,
- nie spełnia oczekiwań, mimo prób i zaangażowania.
To nie ucieczka. To wybór. Decyzja o tym, czego w swoim życiu nie chcemy dłużej podtrzymywać.

Odrzucajmy… ale mądrze
I właśnie w tym miejscu pojawia się ważne, a czasem pomijane „ale”. Choć odrzucanie bywa potrzebne i ochronne, to jednak nie zawsze przebiega w sposób uważny i świadomy. Zdarza się bowiem, że w samym procesie odcinania się od tego, co trudne, działamy w ciemno – bez zatrzymania, bez refleksji, kierując się głównie emocją chwili.
Często reagujemy impulsywnie, pod wpływem złości, bólu, rozczarowania lub zmęczenia. W konsekwencji zaczynamy wrzucać wszystko do jednego worka: ludzi, sytuacje, emocje, doświadczenia z przeszłości, a nawet… własne cechy, potrzeby czy pragnienia. To, co było trudne lub niewygodne, zostaje automatycznie uznane za „złe”, „niewłaściwe” albo „niepożądane”.
W takich momentach może się okazać, że niepostrzeżenie odrzuciliśmy również samych siebie – jako „nie dość dobrych”, „niewystarczających”, „niepasujących”, „zbyt wrażliwych” czy „nie takich, jak trzeba”. Zamiast chronić siebie, zaczynamy się unieważniać, podważając własną wartość i prawo do bycia sobą.
Dlatego tak istotne jest, aby odrzucać uważnie – z zatrzymaniem, refleksją i jasnym rozróżnieniem. Warto zapytać siebie: co naprawdę mi szkodzi i przekracza moje granice, a co jedynie mnie konfrontuje, wystawia na dyskomfort albo zaprasza do rozwoju? Tylko wtedy odrzucanie staje się aktem troski o siebie, a nie kolejną formą samokrytyki czy ucieczki.
Krótka scena z życia: grupa na korytarzu
Wyobraź sobie zwykły korytarz. Nic szczególnego – codzienna przestrzeń, w której stoi grupa ludzi. Rozmawiają ze sobą, śmieją się, wymieniają uwagi, sprawiają wrażenie swobodnych i zaangażowanych. Na pierwszy rzut oka tworzą jednolitą, spójną całość – grupę, do której „wszyscy” zdają się należeć w równym stopniu.
Jednak gdy zatrzymasz się na chwilę i przyjrzysz uważniej, obraz zaczyna się delikatnie zmieniać. Wśród tej pozornej jednorodności dostrzegasz kogoś, kto:
- stoi trochę z boku, jakby zawsze pół kroku dalej,
- nie włącza się do rozmowy, mimo że słyszy każde słowo,
- unika kontaktu wzrokowego, spuszcza wzrok lub obserwuje z dystansu,
- stara się być „przezroczysty”, niewidoczny, niekłopotliwy.
To zazwyczaj nie jest przypadek. Bardzo często są to osoby, które:
- mają niski poziom samooceny,
- w przeszłości były wypychane na margines grupy lub pomijane,
- doświadczyły krytyki, wyśmiewania albo upokorzeń,
- są nieśmiałe i mają niewielkie doświadczenie w relacjach społecznych,
- a przede wszystkim – boją się oceny i kolejnego zranienia.
Z zewnątrz mogą wyglądać na zdystansowane lub obojętne. W rzeczywistości jednak często kryje się za tym silna potrzeba przynależności, połączona z lękiem, że próba zbliżenia znów zakończy się odrzuceniem.

Unikanie – naturalny mechanizm obronny
W takich okolicznościach unikanie staje się naturalną reakcją obronną. Osoby, które doświadczyły odrzucenia lub silnej krytyki, bardzo często zaczynają omijać sytuacje społeczne szerokim łukiem. Dzieje się tak między innymi dlatego, że:
- nie wiedzą, jak poradzić sobie z krytyką, gdy ta ponownie się pojawi,
- nie mają dobrych, wzmacniających doświadczeń, na których mogłyby się oprzeć,
- ich strefa komfortu została kiedyś boleśnie naruszona, a pamięć tego doświadczenia wciąż jest żywa.
Co ważne, mechanizm unikania nie dotyczy wyłącznie relacji z innymi ludźmi. W gruncie rzeczy wszyscy unikamy:
- tego, czego nie znamy i co wydaje się nieprzewidywalne,
- tego, czego się boimy lub co kojarzy się z zagrożeniem,
- tego, w czym nie czujemy się pewnie albo kompetentnie,
- tego, co burzy lub przekracza naszą strefę komfortu.
Im bardziej bolesne, krytyczne lub upokarzające były wcześniejsze oceny, tym silniejsza i bardziej automatyczna staje się tendencja do unikania. Choć początkowo daje ona poczucie ulgi i bezpieczeństwa, z czasem może zacząć ograniczać życie, relacje i możliwości rozwoju.
Czy unikanie to dobry kierunek?
Z perspektywy psychologicznej odpowiedź brzmi: nie do końca. Choć unikanie może na chwilę przynieść ulgę i obniżyć napięcie, to jest to efekt krótkotrwały. Długofalowo bowiem ten mechanizm zaczyna działać na naszą niekorzyść. Przede wszystkim utrwala lęk, ponieważ każda ominięta sytuacja wzmacnia przekonanie, że rzeczywiście była ona zbyt trudna lub zagrażająca.
Ponadto unikanie stopniowo obniża poczucie sprawczości – odbiera nam doświadczenie, że potrafimy sobie poradzić, nawet jeśli jest niekomfortowo. W konsekwencji coraz częściej wzmacnia się negatywny obraz siebie: jako osoby słabej, niekompetentnej, „nie dość dobrej” lub nieprzystającej do oczekiwań otoczenia.
Właśnie dlatego w takich momentach warto się zatrzymać, zanim automatycznie się wycofamy, i zadać sobie kilka ważnych pytań:
- Które z moich obaw mają realne podstawy, a które są echem dawnych doświadczeń?
- Co jest faktem, opartym na aktualnej sytuacji, a co hiperbolizacją, czyli wyolbrzymieniem lęku?
- Czy nie ulegam syndromowi oszusta, temu wewnętrznemu głosowi, który podpowiada: „zaraz się zorientują, że się nie nadaję”?
Taka chwila refleksji nie usuwa lęku od razu, ale pozwala odzyskać wpływ i dokonać bardziej świadomego wyboru – zamiast reagować wyłącznie na automatyczny impuls unikania.

Odrzucanie a syndrom oszusta
Syndrom oszusta sprawia, że:
- przypisujemy sukcesy szczęściu,
- umniejszamy swoje kompetencje,
- boimy się „zdemaskowania”.
Wtedy zamiast odrzucać toksyczne schematy, odrzucamy:
- własne ambicje,
- prawo do zabierania głosu,
- prawo do bycia widzianym.
To moment, w którym odrzucanie przestaje być ochroną, a zaczyna być auto-sabotażem.
Jak „odrzucać uważnie”? 5 praktycznych wskazówek
1. Oddziel doświadczenie od tożsamości
To, że coś się nie udało, nie definiuje Ciebie. Odrzucaj sytuacje, nie siebie.
2. Sprawdzaj źródło krytyki
Nie każda ocena jest prawdą. Zapytaj: kto ocenia i z jakiej pozycji?
3. Zostaw miejsce na niuans
Nie wszystko jest czarno-białe. Coś może być trudne i jednocześnie rozwojowe.
4. Małe kroki poza strefę komfortu
Świadomie „wystawiaj się” na ocenę – stopniowo. To trening, nie skok na głęboką wodę.
5. Ucz się reagować na krytykę
Krytyka nie musi niszczyć. Może być informacją. Umiejętność jej przyjmowania wzmacnia odporność psychiczną.

Odrzucanie jako droga do poznania siebie
Uważne odrzucanie to nie tylko rezygnacja. To także:
- odkrywanie własnych granic,
- porządkowanie wartości,
- budowanie zdrowszej relacji z samym sobą.
Czasem warto zapytać:
Czy ja naprawdę odrzucam to, co mi nie służy… czy to, co mnie przeraża?
Podsumowanie
Odrzucanie jest potrzebne. Chroni. Porządkuje. Daje przestrzeń.
Ale tylko wtedy, gdy jest świadome.
Niech nie będzie aktem ucieczki ani karania siebie. Niech stanie się wyborem w zgodzie z własnymi wartościami.
A jak jest u Was?
Macie swoje sposoby na unikanie trudnych sytuacji – albo na mądre przekraczanie strefy komfortu?
Dajcie znać, jak sobie radzicie.

Kim jest Psycholog Walki?
Jestem psychologiem specjalizującym się w pracy z ludźmi którzy chcą osiągać cele. Których problemem jest walka z … życiem, biznesem, sportem, … samym sobą.
To nie równa walka i często potrzeba wsparcia w niej. Na moje wsparcie w tej walce możesz liczyć.
ZAPRASZAM – skorzystaj ze spotkania GRATIS – przykładowo na kawie, na spacerze, na luźno w miejscu publicznym, nie w gabinecie – przekonajmy się wspólnie, czy mogę Tobie pomóc.
Obowiązuje mnie tajemnica lekarska – zapewniam całkowitą dyskrecję i poufność naszych spotkań

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.