Przekraczanie granic w żartach. „Jak on/ona śmiała?” – to zdanie bardzo często pojawia się jako pierwsza, spontaniczna reakcja po sytuacji, która z założenia miała być „żartem”, a w rzeczywistości okazała się bolesna, dwuznaczna i upokarzająca. To moment, w którym ciało reaguje szybciej niż myśl, a wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa zostaje nagle naruszone.
Bo przecież – jak można było pozwolić sobie na takie słowa?
Jak mówić w tak niewybredny sposób o czyjejś rodzinie, wartościach, wyglądzie czy bliskich osobach i jednocześnie oczekiwać, że zostanie to odebrane jako coś zabawnego, lekkiego lub „bez znaczenia”?
„To był tylko żart” – czyli gdy śmiech nie przychodzi
Z pozoru miało być lekko. Z humorem. „Bez złych intencji”.
Jednak zamiast śmiechu pojawił się dyskomfort, zawstydzenie, a nierzadko także poczucie bycia publicznie ośmieszonym. Często dochodzi do tego jeszcze jeden element – cisza. Ta niezręczna, gęsta cisza, w której nikt nie wie, jak zareagować.
Tak właśnie opisała to moja klientka, relacjonując całą sytuację bardzo dokładnie:
– konkretne słowa,
– ton wypowiedzi,
– reakcje osób trzecich,
– oraz to, co działo się w niej samej – zarówno w trakcie zdarzenia, jak i długo po nim.
Rzeczywiście – nie była to przyjemna sytuacja.
Ale…
I tu pojawia się ważne „ale”, które zmienia perspektywę.

Co tak naprawdę ujawniają „niewinne żarty”?
Choć takie doświadczenia są trudne, raniące i często długo zostają w pamięci, bardzo często mówią więcej o osobie, która wypowiada „żart”, niż o tej, która staje się jego adresatem.
W tym konkretnym przypadku sytuacja:
- obnażyła braki w kindersztubie osoby, która pozwoliła sobie na taki komentarz,
- pokazała silną potrzebę zabłyśnięcia – nawet kosztem drugiego człowieka,
- ujawniła rażący brak taktu i wyczucia kontekstu,
- a w efekcie – ośmieszyła nie adresata żartu, lecz samego mówiącego.
To, co bywa nazywane „poczuciem humoru”, bardzo często okazuje się po prostu przekroczeniem granic, sprytnie ukrytym pod maską dowcipu. A granice – nawet jeśli niewypowiedziane – nadal istnieją.
Media społecznościowe a normalizacja braku granic
Nie sposób pominąć roli, jaką w tym procesie odgrywają media społecznościowe. To właśnie tam bardzo często obserwujemy, a czasem mimowolnie przyswajamy, określony styl komunikacji: złośliwe komentarze, ironię, sarkazm, publiczne zawstydzanie czy tzw. „cięte riposty”.
Problem polega na tym, że im częściej jesteśmy na nie wystawiani, tym bardziej zaczynają nam się wydawać… normalne.
A przecież media – zwłaszcza społecznościowe – powinny być przestrzenią wymiany myśli, poglądów i doświadczeń, prowadzoną w określonych ramach, z poszanowaniem drugiego człowieka. Tymczasem, czy tego chcemy czy nie, kształtują one normy społeczne, oswajając nas z brakiem empatii i lekceważeniem granic, często pod pretekstem humoru.

Granica dobrego smaku, czy naprawdę jest względna?
W moim przekonaniu istnieje nieprzekraczalna granica dobrego smaku. Granica, której:
- nikomu i nigdy nie wolno przekraczać,
- niezależnie od intencji,
- niezależnie od formy (offline czy online),
- niezależnie od tego, kim jest odbiorca.
Humor nie usprawiedliwia ranienia.
A żart przestaje być żartem w momencie, gdy ktoś czuje się nim dotknięty – nawet jeśli druga strona twierdzi, że „nie miała nic złego na myśli”.
Warto o tym pamiętać, zanim kolejne słowa padną „dla śmiechu”.
A jak jest u Was?
Czy Wy również mieliście podobne doświadczenia – sytuacje, w których czyjeś słowa miały bawić, a w rzeczywistości raniły?
Czy zdarzyło Wam się poczuć to charakterystyczne ukłucie: „to było o krok za daleko”?
Jak reagujecie, gdy ktoś przekracza granicę dobrego smaku?
Milczeniem? Konfrontacją? A może humorem, który ma chronić, a nie atakować?
Podzielcie się swoimi refleksjami. Rozmowa o granicach to jeden z pierwszych kroków do tego, by nauczyć się je stawiać i szanować, zarówno swoje, jak i cudze.

Kim jest Psycholog Walki?
Jestem psychologiem specjalizującym się w pracy z ludźmi którzy chcą osiągać cele. Których problemem jest walka z … życiem, biznesem, sportem, … samym sobą.
To nie równa walka i często potrzeba wsparcia w niej. Na moje wsparcie w tej walce możesz liczyć.
ZAPRASZAM – skorzystaj ze spotkania GRATIS – przykładowo na kawie, na spacerze, na luźno w miejscu publicznym, nie w gabinecie – przekonajmy się wspólnie, czy mogę Tobie pomóc.
Obowiązuje mnie tajemnica lekarska – zapewniam całkowitą dyskrecję i poufność naszych spotkań

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.